Kryminał jak narkotyk
z 02-02-2012 14:37


( 5 Ocen )

Tomasz Rabsztyn, AudioBook.pl

Artur C. Doyle, ZNAK CZTERECH, 1CD - MP3
Autor: Arthur Conan Doyle
Tytuł: Znak czterech
Czyta: Janusz Zadura
Czas: 6 godz. 6 min.
Nośnik: 1CD - MP3
Posłuchaj fragmentu Wydawca: Biblioteka Akustyczna

„Znak czterech”, druga część przygód Sherlocka Holmesa, zaczyna się sceną wstrzykiwania kokainy. Holmes śmiało eksperymentuje z narkotykami — nie tylko dlatego, że na pewien czas wpływają one na umysł niezwykle „podniecająco i rozjaśniająco”, lecz przede wszystkim zwyczajne z nudów. Kiedy nie ma do rozwiązania żadnej sprawy, sięga po używki, by w ten sposób zapewnić sobie inne doznania.

Już ten pierwszy obrazek uzupełnia nam portret detektywa nakreślony w „Studium w szkarłacie”. Jeszcze dobitniej wskazuje, że Holmes jest wręcz uzależniony od kryminalnych zagadek; rozwiązuje je dla samego tylko rozwiązywania. W zasadzie nie tyle jest nawet najsłynniejszym detektywem świata — choć w poprzedniej recenzji sam go tak, poniekąd błędnie, nazwałem — ile raczej jedynym na świecie detektywem-doradcą. Najczęściej za swoje usługi nie bierze żadnego wynagrodzenia, sława także nie staje się jego udziałem, gdyż właściwie cały splendor z rozwikłania zagadki spada na policję, która notabene nie szanuje go tak, jak Holmes na to zasługuje.

Prawdę o dokonaniach Sherlocka stara się natomiast przekazać jego współlokator i przyjaciel, doktor Watson, opisujący ich wspólne przygody. Doyle inteligentnie bawi się z własną twórczością, wkładając na przykład w usta Holmesa krytykę „Studium w szkarłacie”, które jego zdaniem za bardzo jest zabarwione romantyzmem, co daje „efekt taki, jakby próbowało się włączyć w piąty aksjomat Euklidesa jakąś przygodę miłosną czy ucieczkę młodej dziewczyny z kochankiem”.
Zarzuty te — choć absolutnie nie wpływają na ocenę pierwszego opowiadania o Holmesie, będącego przecież kamieniem milowym w historii kryminału — rzeczywiście nie są jednak bezpodstawne. W pierwszej części serii o Sherlocku po rozwiązaniu sprawy następował długi opis wcześniejszych losów mordercy i ofiary, na tyle długi, że zaczynał już przypominać osobne opowiadanie. To jednak, co w „Studium w szkarłacie” rzeczywiście nie było jeszcze doskonałe, w „Znaku czterech” Doyle nie tylko dowcipnie sam sobie wytyka, lecz w dodatku umiejętnie poprawia.

Końcowa, dość szczegółowa relacja przestępcy także się zatem tutaj pojawia, podana jest jednak w o wiele bardziej przystępny sposób, sam przestępca jest zaś postacią moralnie ambiwalentną, a tym samym o wiele ciekawszą od ogarniętego obsesyjnym pragnieniem zemsty, lecz w gruncie rzeczy szlachetnego i honorowego mordercy ze „Studium w szkarłacie”. Bardziej interesująca jest również zagadka, która non stop zaskakuje nas nowymi motywami: piękną nieznajomą proszącą o pomoc, ukrytym skarbem, zatrutą strzałą, niebezpiecznymi dzikimi, kuternogą. A wszystko to ma miejsce w Londynie, kryjącym za swą mgłą prawdziwie egzotyczne tajemnice. Szafarz romantycznych motywów jest tu o wiele bogatszy niż w „Studium w szkarłacie”, tymczasem Holmes — który sam romantykiem z pewnością nie jest — podchodzi do nowej, ekscytującej sprawy wprawdzie z wielkim entuzjazmem i zapałem, lecz także i chłodnym pragmatyzmem.

Szybsze jest także tempo akcji: Sherlock Holmes i doktor Watson nie tylko siedzą w pokoju, teoretyzując, lecz niejednokrotnie narażają swoje życie i nieustannie depczą złoczyńcom po piętach. Ścigają ich pieszo, z pomocą gończego psa, ścigają ich też superszybką motorówką.
Reasumując — wszystkie te elementy, które zadecydowały o sukcesie pierwszego opowiadania o Holmesie, w „Znaku czterech” zostały nie tylko zgrabnie pociągnięte, lecz wręcz doprowadzone do perfekcji, w konsekwencji czego książka ani na chwilę nie pozwala się od siebie oderwać, rzeczywiście wciągając jak narkotyk.

O wiele większe pole do popisu, niż przy „Studium w szkarłacie”, ma teraz lektor Janusz Zadura, chociażby z tego powodu, że drugi tekst o przygodach Holmesa daje więcej możliwości budowania napięcia. Bardziej wymagające są poza tym same postacie, chociażby pan Sholto — wyrafinowany, „przegięty”, być może homoseksualny pasjonat sztuki — czy były więzień Small — człowiek szorstki i łatwo wpadający w złość. Interpretacja wszystkich bohaterów w wykonaniu Zadury jest świetna i dostarcza mnóstwo dodatkowej satysfakcji.

Fabuła 5
Interpretacja 5
Efekty specjalne
Grafika i estetyka opakowania 4
Jakość techniczna nagrania 5
Ogólne wrażenie 5


Komentarze wydawcy Komentarze użytkowników Zacytuj ten artykuł na swojej stronie Drukuj Czytaj więcej...
Email
 

Tematy pokrewne