Robert Skrzydło, AudioBook.pl
|
|
Autor: |
Jacek Fedorowicz
|
| Tytuł: |
Ja, jako wykopalisko
|
| Czyta: |
Jacek Fedorowicz
|
| Czas: |
6 godz. 29 min. |
| Nośnik: |
1CD - MP3
|
|
Wydawca: |
Świat Książki
|
|
Pisanie na swój temat to żadna sztuka, sztuką jest dopiero nie popadnięcie przy tym w samozachwyt. Kolejna trudność polega na takim przypominaniu sobie faktów z przeszłości, by nie uległy one zamierzonym bądź nie ubarwieniom. Jeśli i ta przeszkoda zostanie pokonana, pozostaje już tylko bycie szczęśliwym posiadaczem ciekawego życia i interesujących znajomości i tak powstały maszynopis już można zanieść do drukarni. Te trzy warunki dzięki Bogu w omawianym przypadku zostały spełnione. Dodatkowy atut - niezwykłe poczucie humoru. I tyleż autobiografii, co autoironii.
"Ten na okładce, z napisem JA, brunet, w grubych staromodnych okularach, pisał tę książkę w roku 1972, wspominając lata młodości (...) Książka traktowała o latach 50. i okazała się niecenzuralna, więc wylądowała na dnie szafy. W roku 2010 przypadkiem wpadła w ręce temu na zdjęciu obok, posiwiałemu (...) Wyposażył on wykopalisko w dopiski współczesne i zaniósł do Wydawnictwa, które nie tylko wydało, ale jeszcze zaproponowało nagranie książkosłuchowiska".
Tymi oto słowy historię powstania swej najnowszej publikacji objaśnia nam nie kto inny, tylko sam jej autor we własnej osobie - słynny satyryk, kabareciarz i rysownik, modny niegdyś konferansjer, aktor, z wykształcenia artysta-malarz, gwiazda estrady, radiowiec, młodszym widzom znany z "Dziennika Telewizyjnego". Panie i Panowie, przed państwem - Jacek Fedorowicz!
Będąc zawodowym satyrykiem z wieloletnim stażem, aż chciałoby się napisać coś zabawnego na temat swojej młodości oraz czasów, w której było dane ją spędzić. Co jednak, gdy czasy te nie należały wcale do najprzyjemniejszych? Schyłek stalinizmu, polska kultura po wojennej zawierusze dźwiga się mozolnie z kolan, zastyga partyjny beton, cenzorzy robią się coraz wybredniejsi i coraz bardziej dociekliwi, słaba organizacja, niedobór środków. Mało komu jest do śmiechu. Ale pomimo całej tej smutnej, a czasem i niebezpiecznej rzeczywistości, czy wręcz wbrew niej i na przekór, rodzą się coraz to nowe inicjatywy, jak choćby obrosły dziś legendą gdański teatr studencki Bim-Bom, którego powstaniu i działalności rzeczony autor poświęca wiele miejsca w swoich wspomnieniach, jako jeden z jego współzałożycieli. (Rodzą się również genialni artyści, ale o nich za moment).
Wbrew powszechnie panującemu zwyczajowi autobiografów, nie rozpamiętuje on z rozrzewnieniem tamtego okresu, nie rozgrzesza systemu, a nawet gani tych, którzy dopuszczają się podobnego sentymentalizmu. On te czasy nazywa wprost - obrzydliwymi. Za to z wrodzoną sobie uszczypliwością wytyka liczne absurdy minionego ustroju, dając tym samym cenne świadectwo swojej epoki.
O przyjaciołach mówi wiele i gdyby nie taki a nie inny przedmiot opowieści, można by przypuszczać, że powiedziałby dużo więcej. Zbyszek Cybulski, Bogumił Kobiela, Stanisław Bareja i kilku innych. Dziś uznaje się ich (bardzo słusznie zresztą) za gwiazdy i wielkie osobistości, a wówczas byli jeszcze kompanami - do rozmów, do wódki, do pracy scenicznej. I właśnie takich kolegów zapamiętał Fedorowicz, rysując ich i uwieczniając w licznych anegdotach:
"Miał kilka żelaznych zasad. Przede wszystkim nie dopuszczał nigdy do tego, aby dwie zakonnice minęły go z lewej strony. Z prawej mogły, z lewej mogła go minąć jedna, mogły trzy, mogło dziesięć, nigdy dwie"
"Kiedy czytał o sobie niepochlebną recenzję, natychmiast na nią odpisywał. Sążniste artykuły pisał, starając się bronić. Po napisaniu nigdy ich nie wysyłał. Ale pisał. To pokazuje, jak bardzo go obchodziło"
O kim mowa? Odpowiedź na to pytanie kryje się wewnątrz opakowania.
Choć momentami bardzo zabawna, nie jest to jednak lektura dla wszystkich, to nie ulega wątpliwości. Młodsza część społeczeństwa niewiele z tego zrozumie, nie wiadomo nawet czy będzie w stanie się zaśmiać w najlepszych momentach. Ci zaś spośród nich, którzy dowcip zrozumieją, najprawdopodobniej nigdy nie słyszeli nawet o wymienionych tu osobach, tak zasłużonych przecież dla naszej kultury, a cóż dopiero mówić o znajomości ich twórczości i dokonań. A może właśnie z tego powodu jest to pozycja właśnie dla nich.
Na koniec kilka słów na temat samego nagrania. Jak przystało na tego, który opowiada "o sobie", autor postanowił uczynić to "osobiście", bez uciekania się do pomocy wynajętych lektorów. A zresztą po cóż lektor, skoro samemu posiadło się nienaganną dykcję, a do tego coś, co można by nazwać wokalnym autentyzmem. No i sympatię widzów i czytelników.
A od teraz również słuchaczy.
| Fabuła |
4 |
| Interpretacja |
5 |
| Efekty specjalne |
brak |
| Grafika i estetyka opakowania |
4 |
| Jakość techniczna nagrania |
5 |
| Ogólne wrażenie |
4 |
|